13 nowych wierszy

x x x

nie złorzecz
nie wiń Apollina
że ten z Marsjasza obdarł skórę
bóg mocny jest
i bóg jest bogiem
a ten kto bogiem ma naturę
srogiego wichru
wód wzburzonych
ognia błyskawic
i płomieni słońca

a człowiek to jest człowiek
i źle gdy na ubitej ziemi
staje do walki ze swym panem
który chociażby nut nie czytał
i nie miał słuchu
był pniem głuchym
to człowiek winien mu w zachwytach
pokłony niskie u stóp składać
zaś swoją lirę złożyć w skrzyni

nie złorzecz
nie wiń Apollina
bóg chociaż winny
jest bez winy

Staruszka

Coraz częściej zaczynała się gubić
W sprawach prostych
Nie mówiąc o trudnych

Coraz częściej zaczynała ich nudzić
Coraz gorzej skrywały pudry
Ślady czasu co żłobił jej ciało
Niczym górski strumień piaskowiec

Coraz mętniej patrzyła na życie
Coraz rzadziej

ciężar jej powiek chronił oczy
przed większym ciężarem
czasem lepiej niczego nie widzieć

Śmierć nie mogła spojrzeć jej w oczy
W myślach snuła minione życie

***

Moje biurko jest raczej zwyczajne,
Zbite z desek i płyty wiórowej,
Ma zwyczajną biurkową barwę
I zwyczajne półki biurkowe.
Coś go jednak wyróżnia od innych
Biurek szarych jak szara codzienność.
Może to, że go nikt nie opróżnia,
Może to, że starzeje się ze mną?

x x x

dziś wczoraj
jest bliżej
niż jutro

pojutrze
nie istnieje

Nim wejdę w nowe tysiąclecie

Nim wejdę w nowe tysiąclecie
barwne jak wielki supermarket,
w którym co chcecie, to znajdziecie,
gdy macie magnetyczną kartę
do bankomatu, co się błyszczy
niczym kościoła dach miedziany,
nim wejdę w nowe tysiąclecie
wspaniałe takie, jak reklamy
proszków do prania i margaryn,
co mają smak wiejskiego masła,
nim wejdę w nowe tysiąclecie
słodkie, jak ze słodzikiem ciasta,
lekkie, jak sztuczny puch i miłe,
jak miła jest owieczka Dolly,
w to tysiąclecie wielkiej sztuki
na miarę puszki coca-coli...
to pragnę chwilę powspominać
miniony wiek, minione smutki,
a na pamiątkę chcę zatrzymać
smak najzwyklejszej żytniej wódki.


Resentymenty

Z rozrzewnieniem będę wspominał
Me dzieciństwo, drewnianą procę,
Zapach szynki kupionej spod lady
W sklepie, w którym tylko był ocet.
Smak czekolad czekoladopodobnych,
Bladą szarość opakowań zastępczych,
Czas gdy każdy ciuch dobry był modny,
A dżins polski był strojem odświętnym.


***

to nic
że wszystko to nic
nic więcej nie chcę prócz tego
mojego nic
i za nic
nic a nic nie dam wam z niego


x x x

i jestem tu
i mnie tu nie ma

tandetna proza
mdły poemat
wszystko
a może nic

po głowie biegną głupie myśli
noc senna
lecz się sen nie przyśni
za szybą blady świt

poranek wchodzi nieporadnie
jak małe dziecko
które kradnie w spiżarce słodki miód

a ja nie wstaję
bo i po co

i noc  i dzień
jest dla mnie nocą
czas płynie morzem trwóg
i znowu zmrok

po parapecie
strumienie deszczu płyną

dokoła cisza
wczoraj
dzisiaj
tak samo dzień mi minął

Gdybyś była...
                   Mojej żonie Ani

Gdybyś była melodią - bym nucił,
Gdybyś deszczem była - bym moknął,
Albo snem - to bym się nie obudził
I bym kwiatem był - jeśli ty wiosną.
Gdybyś była wyznaniem - bym wierzył,
Gdybyś była nadzieją - bym czekał,
I bym spłonął - gdybyś była płomieniem,
A gdy morzem - wpadłbym w ciebie jak rzeka.

***

Moje biurko jest raczej zwyczajne,
Zbite z desek i płyty wiórowej,
Ma zwyczajną biurkową barwę
I zwyczajne półki biurkowe.
Coś go jednak wyróżnia od innych
Biurek szarych jak szara codzienność.
Może to, że go nikt nie opróżnia,
Może to, że starzeje się ze mną?

Nasi znajomi z zaświatów

zaglądają przez dziurkę od klucza
nasłuchują długo przy ścianie
bezszelestnie chodzą na palcach
gdy zapala się światło znikają

nic nie mówią
nie kaszlą
i oddech
mają taki że wcale nie słychać

są a jednak ich nie zobaczysz
nie powiedzą ci nic
gdy zapytasz

pamiętają dobrze te miejsca
w których niegdyś często bywali

znają każdą nogę od krzesła
każdy rondel
kubek
czy talerz

i czasami
by dowieść nieufnym
że są formą bożego bytu
zapychają nocą zlew w kuchni
lub rzucają sprzętami na strych

x x x

biczem wiatru po twarzy dostaję co rano
mróz za gardło mnie chwyta
śnieg maskuje drogi
i miecz połyskuje - ten sopel złowrogi
zawieszony nad głową
na głowę mą czyha

Niezwykłe wydarzenie

Na zapomnianym peronie,
Na stacji w Wielgomłynach,
Usiadła na ławce dworcowej
Doprawdy niezwykła dziewczyna.
Widok jej oczu i włosów
Ożywił nawet dróżnika,
Który w swej budce dróżniczej
Nad szklanką kawy przysypiał.
Wtem, nie wiadomo dokładnie,
Jak to się stało możliwe,
Pociąg, co nie był w rozkładzie 
Przyjechał i zabrał dziewczynę.
Zostało po niej wspomnienie
Tak krótkie, jak jej spódniczka
Oraz chwilowy rumieniec
Na czerstwych dróżnika policzkach.

STRONA AUTORSKA MARIUSZA PARLICKIEGO | 13 NOWYCH WIERSZY  | KASYNO ŻYCIA | DROGA--FRAGMENT POWIEŚCI

Zatelefonuj do mnie:
tel. kom. 0 509 367 868